Cicha rewolucja z Billem Mollisonem rozmawia Scott London

Bill Mol­li­son mówi o sobie, że jest śro­do­wi­sko­wym bio­lo­giem i wędrow­nym nauczy­cie­lem. Lecz moż­na przed­sta­wić go jako ani­ma­to­ra — pro­wo­ka­to­ra. Jego opu­bli­ko­wa­na w 1978 roku książ­ka Per­ma­cul­tu­re One zapo­cząt­ko­wa­ła mię­dzy­na­ro­do­wy ruch odno­wy zie­mi, uwa­ża­ny przez wie­lu za rewo­lu­cyj­ny i wywro­to­wy.

Per­ma­kul­tu­ra (po angiel­sku per­ma­cul­tu­re od per­ma­nent, czy­li trwa­łe, cią­głe, nie­prze­rwa­ne i agri­cul­tu­re rol­nic­two) — jest filo­zo­fią zin­te­gro­wa­ne­go pro­jek­to­wa­nia śro­do­wi­ska i obej­mu­je ogrod­nic­two, archi­tek­tu­rę, eko­lo­gię, a nawet zarzą­dza­nie pie­niędz­mi i pro­jek­to­wa­nie spo­łecz­no­ści. Pod­sta­wo­wą zasa­dą per­ma­kul­tu­ry jest two­rze­nie samo­utrzy­mu­ją­cy­ch się (susta­ina­ble) sys­te­mów, któ­re zaspo­ka­ja­ją wła­sne potrze­by i zago­spo­da­ro­wu­ją swo­je odpa­dy.
 Na pomy­sł per­ma­kul­tu­ry Bill Mol­li­son wpa­dł pod­czas wie­lo­let­ni­ch stu­diów nad eko­sys­te­ma­mi lasów desz­czo­wy­ch i pusty­ni Austra­lii, kie­dy to obser­wo­wał, jak orga­ni­zmy łączą się natu­ral­nie we wza­jem­nie dobro­czyn­ne spo­łecz­no­ści. Fakt ten posłu­żył mu w roz­wo­ju nowe­go podej­ścia do upra­wy zie­mi i pro­jek­to­wa­nia spo­łecz­no­ści, podej­ścia któ­re ma na celu sta­wia­nie wła­ści­wy­ch ele­men­tów we wła­ści­wy­ch miej­sca­ch tak, że wza­jem­nie wspo­ma­ga­ją się i pod­trzy­mu­ją w ist­nie­niu.
 Per­ma­kul­tu­ro­wa idea Mol­li­so­na roz­prze­strze­ni­ła się po świe­cie, obec­nie prak­ty­ko­wa­na we wszyst­ki­ch stre­fa­ch kli­ma­tycz­ny­ch — w lasa­ch desz­czo­wy­ch Ame­ry­ki Połu­dnio­wej, na pusty­ni Kala­ha­ri, w ark­tycz­ny­ch regio­na­ch pół­noc­nej Skan­dy­na­wii, rów­nież w Pol­sce, gdzie z wypra­co­wa­ny­ch w rama­ch per­ma­kul­tu­ry roz­wią­zań (zda­rza się, nawet nie w peł­ni świa­do­mie) korzy­sta dzi­siaj orga­nicz­no-bio­lo­gicz­ne rol­nic­two, ogrod­nic­two, eko­lo­gicz­ne budow­nic­two oraz oddol­ne ini­cja­ty­wy spo­łecz­ne.
 Cho­ciaż więk­szo­ść Pola­ków (Euro­pej­czy­ków czy Ame­ry­ka­nów…) nie zna Bil­la Mol­li­so­na, w Austra­lii jest on naro­do­wą iko­ną, gdzie w 1981 roku został wybra­ny “Czło­wie­kiem roku”, po otrzy­ma­niu pre­sti­żo­wej nagro­dy Right Live­li­ho­od Award, zwa­nej też Alter­na­tyw­ną Nagro­dą Nobla, za roz­wój i pro­mo­cję per­ma­kul­tu­ry.
 Poniż­sza roz­mo­wa na temat jego inno­wa­cyj­nej filo­zo­fii pro­jek­to­wa­nia przy­ja­zne­go śro­do­wi­ska mia­ła miej­sce w San­ta Bar­ba­ra (w 2005 roku) przy oka­zji inten­syw­ne­go, dwu­ty­go­dnio­we­go kur­su jaki co roku Mol­li­son pro­wa­dzi w Ojai…
 Usie­dli­śmy przy sto­le. Bill, nie­wy­so­ki, krę­py pan z siwą bro­dą i sze­ro­kim uśmie­chem, jest jed­nym z naj­bar­dziej sym­pa­tycz­ny­ch i dobro­tli­wy­ch ludzi jaki­ch mia­łem oka­zję poznać. Nie­stru­dzo­ny gawę­dzia­rz — zda­je się posia­dać histo­ryj­kę albo dow­cip na każ­dą oka­zję — jego traf­ne i czę­sto dosad­ne uwa­gi łago­dzo­ne są zawsze ser­decz­nym i zaraź­li­wym śmie­chem.

Bill Mollison twórca permakultury

Bill Mol­li­son: …zasa­dy etycz­ne per­ma­kul­tu­ry są pro­ste: tro­ska o Zie­mię, tro­ska o ludzi, oraz rein­we­sto­wa­nie nad­wy­żek w te wła­śnie cele…


Scott Lon­don: Two­je naucza­nie zosta­ło kie­dyś nazwa­ne “pod­że­ga­niem”.

Bill Mol­li­son: To dobre stwier­dze­nie. Ja uczę samo­dziel­no­ści i nie­za­leż­no­ści, a to naj­bar­dziej wywro­to­wa posta­wa na świe­cie. Uczę ludzi jak upra­wiać wła­sną żyw­no­ść, co jest wstrzą­sa­ją­co wywro­to­we. Więc tak, moje naucza­nie jest w isto­cie bun­tow­ni­cze i moż­na je nazwać pod­że­ga­niem.

Lon­don: Kie­dy zaczą­łeś uczyć per­ma­kul­tu­ry?

Mol­li­son: Na począt­ku lat sie­dem­dzie­sią­ty­ch sta­ło się dla mnie jasnym, że nikt nigdy nie zasto­so­wał sen­sow­ne­go pro­jek­to­wa­nia w rol­nic­twie. Wło­sy zje­ży­ły mi się na gło­wie, kie­dy sobie uświa­do­mi­łem ten nie­sa­mo­wi­cie dziw­ny fakt, że zaj­mu­je­my się rol­nic­twem od 7000 lat, i od 7000 lat prze­gry­wa­my — upra­wia­na przez nas zie­mia zamie­nia się w pusty­nię. Wte­dy zasta­no­wi­ło mnie, czy jeste­śmy w sta­nie zbu­do­wać sys­tem, któ­ry będzie zgod­ny z eko­lo­gicz­nym zasa­da­mi? Wie­my na czym one pole­ga­ją, po pro­stu nigdy tych zasad nie zasto­so­wa­li­śmy w prak­ty­ce… Eko­lo­dzy nigdy nie sto­su­ją dobrej eko­lo­gii w swo­ich ogro­da­ch. Archi­tek­ci nigdy nie rozu­mie­ją roz­cho­dze­nia się cie­pła w budyn­ka­ch. A fizy­cy żyją w doma­ch z obłą­ka­nym sys­te­mem ener­ge­tycz­nym. To cie­ka­we, jak rzad­ko sto­su­je­my w prak­ty­ce, to co wie­my teo­re­tycz­nie, na przy­kład jak nasze stop­nie aka­de­mic­kie nie mają wpły­wu na naszą życio­wą posta­wę.

Lon­don: To mówi wie­le o naszy­ch aktu­al­ny­ch pro­ble­ma­ch ze śro­do­wi­skiem.

Mol­li­son: Tak. Pamię­tam raport Klu­bu Rzym­skie­go z 1967 roku, któ­ry stwier­dzał, że pogor­sze­nie sta­nu śro­do­wi­ska jest nie­unik­nio­ne z powo­du wzro­stu popu­la­cji i nad­mier­nej kon­sump­cji bogac­tw naturalnych 1)↓. Po zapo­zna­niu się z rapor­tem, pomy­śla­łem: “ludzie są tak głu­pi i szko­dli­wi, nic nie moż­na dla nich zro­bić”. Dla­te­go wyco­fa­łem się ze spo­łe­czeń­stwa. Mia­łem zamiar wynie­ść się i po pro­stu usią­ść na wzgó­rzu, by patrzeć na upa­dek ludz­ko­ści.
 Po trzech tygo­dnia­ch poczu­łem, że muszę wró­cić i wal­czyć [śmie­ch]. Wie­sz, aby zachcia­ło ci się wró­cić, trze­ba wcze­śniej wynie­ść się na jakiś czas.

Lon­don: Czy to wte­dy naro­dzi­ła się idea per­ma­kul­tu­ry?

Mol­li­son: W isto­cie się­ga ona 1959 roku. Stu­dio­wa­łem wte­dy w tasmań­skim lesie desz­czo­wym związ­ki mię­dzy gatun­ka­mi mały­ch tor­ba­czy szpe­ra­ją­cy­ch w poszy­ciu i odna­wia­niem się lasu. Aż do tam­tej pory nie mie­li­śmy zbyt wiel­ki­ch suk­ce­sów w odna­wia­niu lasu przy pomo­cy popu­la­cji duży­ch tor­ba­czy. Tak więc stwo­rzy­łem pro­sty sys­tem 23 gatun­ków drzew, z któ­ry­ch tyl­ko czte­ry były domi­nu­ją­ce, i z tyl­ko dwo­ma szpe­ra­ją­cym tor­ba­cza­mi. To był bar­dzo ela­stycz­ny sys­tem opar­ty na współ­dzia­ła­niu ele­men­tów. Pew­ne­go wie­czo­ru zro­zu­mia­łem, że może­my zbu­do­wać sys­tem któ­ry pra­co­wał­by jesz­cze lepiej.
 Uświa­do­mie­nie tego fak­tu było prze­ło­mo­wym momen­tem. Cza­sem w życiu — może raz na deka­dę — dozna­je­sz obja­wie­nia. Jeże­li jesteś aborygenem 2)↓, to defi­niu­je twój wiek, bo obja­wie­nia dostę­pu­je­sz tyl­ko raz na jakiś czas, nie­za­leż­nie od tego ile masz lat. Jeśli jesteś szczę­ścia­rzem dosta­je­sz trzy dobre obja­wie­nia w życiu.
 Byłem nauczy­cie­lem, więc poją­łem, że nic się nie zmie­ni, jeśli nie zacznę tego uczyć. Dla­te­go opra­co­wa­łem i roz­wi­ną­łem instruk­cje pro­jek­to­wa­nia opar­te na pasyw­nej wie­dzy, i napi­sa­łem o tym książ­kę zaty­tu­ło­wa­ną Per­ma­cul­tu­re One. Ku moje­mu zdu­mie­niu, od razu oto­czy­ło ją ogrom­ne zain­te­re­so­wa­nie [śmie­ch]. Dosta­łem tysią­ce listów w któ­ry­ch ludzie pisa­li: “wyra­zi­łeś coś, co mia­łem w gło­wie od lat” albo “dałeś mi do ręki coś, co mogę zasto­so­wać”.

Lon­don: Per­ma­kul­tu­ra jest opar­ta na nauko­wy­ch zasa­da­ch i bada­nia­ch. Lecz wyda­je mi się, że czer­pie rów­nież z tra­dy­cyj­nej, lokal­nej wie­dzy oraz rdzen­nej mądro­ści.

Mol­li­son: Jeże­li podej­dę do sta­rej Gre­czyn­ki sie­dzą­cej w win­ni­cy i zapy­tam: “dla­cze­go wśród wino­ro­śli posa­dzi­ła pani róże?”, odpo­wie: “ponie­waż róża jest leka­rzem wina. Jeśli nie posa­dzi­sz róży, wino­ro­śl się roz­cho­ru­je.” Takie wyja­śnie­nie nie jest dla mnie wystar­cza­ją­ce. Lecz jeśli jestem w sta­nie zna­leźć potwier­dze­nie, że róża wydzie­la korze­nio­wą sub­stan­cję che­micz­ną, któ­ra jest wchła­nia­na przez wino­ro­śl, któ­ra z kolei odpę­dza bia­łą musz­kę (co jest nauko­wym spo­so­bem powie­dze­nia tej samej rze­czy), wte­dy dosta­ję coś bar­dzo uży­tecz­ne­go, prze­ko­ny­wu­ją­ce­go.
 Tra­dy­cyj­na wie­dza jest zawsze tej natu­ry. Znam pew­ne­go Fili­piń­czy­ka, któ­ry wraz z korze­niem bana­na sadził chi­li i czte­ry faso­le. Zapy­ta­łem go: “cze­mu sadzi­sz chi­li z bana­nem?” Odpo­wie­dział: “nie wie­sz, że te rośli­ny nale­ży sadzić razem?” Więc prze­ba­da­łem spra­wę i dowie­dzia­łem się, że faso­le wią­żą azot a chi­li chro­ni korze­nie bana­na przed chra­bąsz­cza­mi. I to dzia­ła, bar­dzo dobrze.

Lon­don: Wpro­wa­dzi­łeś per­ma­kul­tu­rę w miej­sca­ch, któ­re nadal korzy­sta­ją z tra­dy­cyj­ny­ch zasad rol­nic­twa. Jak two­je idee zosta­ły tam przy­ję­te?

Mol­li­son: Mam pewien chy­try spo­sób prze­ko­ny­wa­nia rdzen­ny­ch, ple­mien­ny­ch miesz­kań­ców. Na przy­kład, jadę na Środ­ko­wą Pusty­nię (w Austra­lii), gdzie każ­dy miesz­ka­niec cier­pi chro­nicz­ne nie­do­ży­wie­nie i mówię: “zasta­na­wia mnie czy jestem w sta­nie wam pomóc.” Coś poka­zu­ję, pró­bu­ję, a potem wyco­fu­ję się mówiąc: “nie wiem jak to zro­bić…” A oni odpo­wia­da­ją: “Ej, daj spo­kój, zrób­my tak, wte­dy zadzia­ła.” I jest zro­bio­ne i dzia­ła. Sami to robią.
 Pamię­tam powrót do szko­ły, któ­rą zało­ży­li­śmy w Zim­ba­bwe. Budy­nek tonie w zie­le­ni i ota­cza go ogród pełen jedze­nia. Tem­pe­ra­tu­ra w pomiesz­cze­nia­ch jest kon­tro­lo­wa­na. Zapy­ta­łem: “kto to zro­bił?” Odpo­wie­dzie­li: “My!” Kie­dy ludzie robią coś sami dla sie­bie są z tego dum­ni.

Lon­don: Dla nie­któ­ry­ch ludzi, przede wszyst­kim rdzen­ny­ch ple­mion, poję­cie, że moż­na pro­du­ko­wać wła­sną żyw­no­ść jest rewo­lu­cyj­ne.

Mol­li­son: Jeśli wyro­słeś w świe­cie gdzie masz bar­dzo mały wpływ na zie­mię, nie myśli­sz o two­rze­niu zaso­bów dla sie­bie. Jesz to co spad­nie z drze­wa. Ogra­ni­czo­na jest przez to liczeb­no­ść two­je­go ple­mie­nia. Per­ma­kul­tu­ra pozwa­la ci myśleć ina­czej, bo może­sz upra­wiać to co potrze­bu­je­sz w łatwy spo­sób.
 Na przy­kład busz­me­ni z Kala­ha­ri mają natu­ral­ną faso­lę zwa­ną mora­ma bean. To byli­na, któ­ra rośnie pod zie­mią a roz­prze­strze­nia się po opa­da­ch desz­czu. Busz­me­ni zbie­ra­li ją od zawsze, lecz kie­dy zosta­li zmu­sze­ni do opusz­cze­nia swo­jej zie­mi, by zro­bić miej­sce dla zwie­rzy­ny i par­ków natu­ral­ny­ch mora­ma bean sta­ła się trud­na do zna­le­zie­nia. Zapy­ta­łem ich: “dla­cze­go nie posa­dzi­cie jej w waszej oko­li­cy?” Odpo­wie­dzie­li: “A może­my?” Aż do tego momen­tu nigdy napraw­dę nie pomy­śle­li o sadze­niu cze­go­kol­wiek. Więc posa­dzi­li­śmy faso­lę mora­ma w ich ogro­da­ch. Byli zasko­cze­ni, że mogą to robić.
 Tak samo było z mon­gon­go tree, któ­re rośnie na szczy­ta­ch piasz­czy­sty­ch wydm. Oni nigdy nie spró­bo­wa­li prze­sa­dzić drzew z jed­nej wydmy na dru­gą. A ja ucią­łem jed­ną gałąź z drze­wa mat­ki i wetkną­łem ją w pia­sek. A ona zaczę­ła wypusz­czać liście i dawać orze­chy mon­gon­go. Teraz busz­me­ni upra­wia­ją drze­wa gdzie­kol­wiek się da.

Lon­don: Kie­dyś okre­śli­łeś współ­cze­sne, tech­no­lo­gicz­ne rol­nic­two jako for­mę “cza­row­nic­twa”.

Mol­li­son: Tak. Bo to jest for­ma cza­row­nic­twa. Dzi­siaj mamy wię­cej naukow­ców zaj­mu­ją­cy­ch się gle­bą niż kie­dy­kol­wiek w histo­rii. Jeśli roz­wa­ży­sz ich ilo­ść w kon­tek­ście pro­ce­su jało­wie­nia gle­by, zauwa­ży­sz, że czym wię­cej naukow­ców i spe­cja­li­stów, tym pro­ces pustyn­nie­nia postę­pu­je szyb­ciej.
 Pamię­tam żoł­nie­rzy powra­ca­ją­cy­ch z woj­ny w 1947 roku. Przy­wieź­li ze sobą takie małe sta­lo­we kani­stry z zatrza­sko­wym wiecz­kiem. Otwie­ra­li je i roz­sy­py­wa­li DDT po poko­ju, tak że nie widzia­łeś wię­cej żad­nej muchy ani koma­ra, a potem ani pta­ków i kotów [śmie­ch]. Po woj­nie zaczę­to uży­wać che­mi­ka­liów w upra­wie. Gazy uży­wa­ne przez nazi­stów, zosta­ły dosto­so­wa­ne do rol­nic­twa. Czoł­gi zosta­ły prze­ro­bio­ne na trak­to­ry i płu­gi (prze­ku­te na lemie­sze :-) przyp. tłum.). Powo­dem wzro­stu uży­cia nawo­zów sztucz­ny­ch był po czę­ści prze­my­sł che­micz­ny nasta­wio­ny na pro­duk­cję mate­ria­łów wybu­cho­wy­ch. Nie było co do robić z nad­pro­duk­cją azo­ta­nów, więc zaczę­to maso­wo sto­so­wać je w rol­nic­twie. Nie­trud­no było prze­ko­nać prze­cięt­ne­go rol­ni­ka. Bo azo­ta­ny powo­du­ją wyraź­ny wzro­st plo­nów…

Lon­don: Tak więc zie­lo­na rewo­lu­cja była rodza­jem woj­ny prze­ciw­ko zie­mi — moż­na powie­dzieć.

Mol­li­son: Dokład­nie. Rzą­dy nadal wspie­ra­ją ten rodzaj rol­nic­twa na pozio­mie dzie­siąt­ków miliar­dów dola­rów rocz­nie. Gdy­by w podob­ny spo­sób wspie­ra­no alter­na­tyw­ne sys­te­my upra­wy, na przy­kład: orga­nicz­ne czy gle­bo­twór­cze rol­nic­two… Nie­ste­ty, w glo­bal­nej eko­no­mii nie ma na to fun­du­szy, ani zro­zu­mie­nia pro­ble­mu. Nawet Chi­ny adop­tu­ją obec­nie współ­cze­sne tech­no­lo­gicz­no-che­micz­ne rol­nic­two.

Lon­don: Pamię­tam, nie­ży­ją­cy eko­no­mi­sta Robert The­obald, powie­dział mi, że jeśli Chi­ny zde­cy­du­ją iść dro­gą Zacho­du, wal­ka o śro­do­wi­sko zosta­nie prze­gra­na.

Mol­li­son: Sły­sza­łem dwó­ch “euro­kra­tów” w Wied­niu roz­ma­wia­ją­cy­ch o śro­do­wi­sku. Jeden z nich powie­dział: “jak myśli­sz, ile cza­su nam zosta­ło?” Dru­gi na to: “dzie­sięć lat.” Na to pierw­szy odparł: “jesteś opty­mi­stą.” Wte­dy wtrą­ci­łem: “jeśli Chiń­czy­cy prze­sią­dą się z rowe­rów na pojaz­dy sil­ni­ko­we, pozo­sta­ną nam dwa lata.” 3)↓

Lon­don: Co naj­bar­dziej nie­po­koi cię w nad­kon­sump­cji?

Mol­li­son: Nie­na­wi­dzę kul­tu­ry traw­ni­ków. Myślę, że pod­świa­do­mie wszy­scy je nie­na­wi­dzi­my, bo jeste­śmy ich nie­wol­ni­ka­mi. Wyobraź sobie milio­ny ludzi zaprzą­gnię­ty­ch do war­czą­cy­ch i dymią­cy­ch kosia­rek, jakie pcha­ją lub cią­gną w kół­ko po swo­ich ogród­ka­ch w każ­dą sobo­tę i nie­dzie­lę.
 W Austra­lii wszy­scy posia­da­ją dział­ki wiel­ko­ści pomię­dzy jed­nym a pię­cio­ma akrami 4)↓. Ludzie wra­ca­ją do domu z pra­cy w pią­tek, wsia­da­ją­cy­ch na swo­je samo­bież­ne kosiar­ki, i koszą cały week­end. W ponie­dzia­łek rano jadąc przez takie austra­lij­skie osie­dla widzi­sz kosiar­ki pozo­sta­wio­ne w poło­wie pię­ciu akrów cze­ka­ją­ce na następ­ny pią­tek. Jak kom­plet­ni idio­ci spę­dza­my cały nasz wol­ny czas jeż­dżąc na tych sza­lo­ny­ch maszy­na­ch, tnąc tra­wę, któ­ra od razu zaczy­na odra­stać, nie mówiąc o szko­da­ch dla śro­do­wi­ska wyrzą­dza­ny­ch przez ten obłą­ka­ny zwyczaj. 5)↓

Lon­don: Per­ma­kul­tu­ra uczy nas jak wyko­ny­wać pra­ce z mini­mum potrzeb­nej do tego ener­gii.

Mol­li­son: To praw­da. Każ­dy dom, gospo­dar­stwo powin­no pro­du­ko­wać ener­gię a nad­wyż­ki sprze­da­wać do sie­ci. Uda­ło się zbu­do­wać całe wio­ski, któ­re funk­cjo­nu­ją w ten spo­sób — gdzie jeden albo dwa budyn­ki posia­da­ją pane­le sło­necz­ne dla wszyst­ki­ch sześć­dzie­się­ciu domów, a nad­wyż­kę sprze­da­ją do sie­ci. W cią­gu sied­miu lat może­sz spła­cić wydat­ki, wyj­ść na czy­sto i uwol­nić się od zewnętrz­ny­ch dostaw. Z tej idei korzy­sta­ją w Danii, gdzie każ­da wio­ska ma wia­trak, któ­ry może dostar­czać ener­gię do ponad 800 domów.

Lon­don: Tę samą zasa­dę moż­na praw­do­po­dob­nie zasto­so­wać tak­że do ener­gii ludz­kiej. Zauwa­ży­łem, że znie­chę­ca­sz do prze­ko­py­wa­nia ogro­dów, bo to wyma­ga siły, któ­ra może być lepiej spo­żyt­ko­wa­na gdzie indziej.

Mol­li­son: Taa… Nie­któ­rzy lubią prze­ko­py­wa­nie, bo to tro­chę jak peda­ło­wać na rowe­rze ćwi­cze­nio­wym w sypial­ni. Lecz ja wolę to zada­nie pozo­sta­wić roba­kom. One robią to lepiej. Dzię­ki nim w pro­ce­sie kom­po­sto­wa­nia moż­na uzy­skać fan­ta­stycz­ną glebę. 6)↓

Lon­don: Czy per­ma­kul­tu­rę moż­na sto­so­wać rów­nież w mia­sta­ch?

Mol­li­son: Oczy­wi­ście. W podręczniku 7)↓ jest cała sek­cja poświę­co­na miej­skiej per­ma­kul­tu­rze. Kie­dy po raz pierw­szy byłem w Nowym Jor­ku, pomo­głem roz­krę­cić małą far­mę zie­lar­ską w połu­dnio­wym Bro­nxie. Zie­mia tam była bar­dzo tania, bo nie było ener­gii ani wody, ani poli­cji, za to były tam tony nar­ko­ty­ków. Ta mała far­ma uro­sła aż do ośmiu pro­cent zapo­trze­bo­wa­nia na zio­ła w Nowym Jor­ku. Obec­nie ist­nie­je tam 1100 podob­ny­ch miej­ski­ch farm.

Lon­don: Nie będąc w sta­nie zało­żyć far­my, co może­my zro­bić, by nasze mia­sta były bar­dziej samo­wy­star­czal­ne (susta­ina­ble)?

Mol­li­son: Zbie­raj wodę z two­je­go dachu, nie pozwa­laj jej się mar­no­wać. Upra­wiaj wła­sną żyw­no­ść. Wytwa­rzaj wła­sną ener­gię. Robić to jest sza­le­nie łatwo. Upra­wia­nie wła­snej żyw­no­ści zabie­ra mniej cza­su niż cho­dze­nie do skle­pu, by ją kupić. Zapy­taj jakie­go­kol­wiek orga­nicz­ne­go ogrod­ni­ka, ile cza­su spę­dza w swo­im ogro­dzie? Powie ci: “śred­nio parę minut dzien­nie”. Tym­cza­sem, by wsią­ść do samo­cho­du, doje­chać do super­mar­ke­tu, odpiąć i zabrać wózek, zała­do­wać do nie­go two­je “natu­ral­ne” zaku­py, a potem doje­chać z powro­tem do domu, potrzeb­na ci jest dobra godzi­na albo dwie… Ponad­to wydać na to musi­sz spo­ro pie­nię­dzy.

Lon­don: Cho­ciaż per­ma­kul­tu­ra jest opar­ta na nauko­wy­ch zasa­da­ch, wyda­je się posia­dać bar­dzo moc­ny filo­zo­ficz­no-etycz­ny wymiar.

Mol­li­son: Etycz­ny wymiar jest koniecz­ny, bo myślę, że nauka bez ety­ki jest socjo­pa­to­lo­gią. Twier­dzić: “sto­su­ję to, co wiem bez wzglę­du na efekt”, zna­czy: nie brać abso­lut­nie żad­nej odpo­wie­dzial­no­ści za nasze dzia­ła­nia. Nie chcę być koja­rzo­ny z tego typu nauką.

Lon­don: Jak myśli­sz, co zapo­cząt­ko­wa­łeś?

Mol­li­son: Hm… Myślę, że to rewo­lu­cja. Lecz to jest rodzaj rewo­lu­cji, któ­rej nikt nie zauwa­ża. Ona dzie­je się nie­ja­ko w cie­niu, w tle. Budyn­ki zaczy­na­ją lepiej funk­cjo­no­wać. Może­sz mniej zara­biać, bo ota­cza cię upra­wia­na wokół żyw­no­ść i nie masz pra­wie żad­ny­ch kosz­tów ener­gii. W ten spo­sób mogą zostać uwol­nio­ne w spo­łe­czeń­stwie ogrom­ne ilo­ści pie­nię­dzy, któ­re pomo­gą nam lepiej sobie radzić.
 Tak, to jest rewo­lu­cja. Bo per­ma­kul­tu­ra jest anty­po­li­tycz­na. Nie ma w niej miej­sca dla poli­ty­ków, zarząd­ców czy księ­ży. I rów­nież nie ma w niej kodek­su praw. Jedy­ną naszą ety­ką jest: tro­ska o zie­mię, tro­ska o ludzi, i rein­we­sty­cje nad­wy­żek w te wła­śnie cele. 


Wywiad został zaadop­to­wa­ny z audy­cji radio­wej “Insi­ght & Outlo­ok”. Uka­zał się w maga­zy­nie “Gre­en Living” w let­nim wyda­niu 2005. Ory­gi­nal­na angiel­ska wer­sja dostęp­na na stro­nie: Scott Lon­don, tłu­ma­cze­nie: Ben Amin Lazar
WIKIPEDIA

Bill Mol­li­son

   [ + ]

1. od tam­tej pory sytu­acja ule­gła znacz­ne­mu pogor­sze­niu — patrz: Naomi Kle­in This Chan­ges Eve­ry­thing
2. przeczytaj: Bru­ce Cha­twin The Son­gli­nes [po pol­sku Ścież­ki śpie­wu albo Pie­śni stwo­rze­nia], pole­cam
3. patrz: “deca­de zero cli­ma­te chan­ge”, Naomi Kle­in This Chan­ges Eve­ry­thing
4. pomiędzy 40 arów a 2 hek­ta­ry [1 akr = 40,46 arów] — przyp. tłum.
5. patrz: Masa­no­bu Fuku­oka o kul­tu­rze traw­ni­ków
6. patrz: Masa­no­bu Fuku­oka One-Straw Revo­lu­tion[Rewo­lu­cja źdźbła sło­my ]
7. Bill Mol­li­son Per­ma­cul­tu­re: A Desi­gners’ Manu­al

Dodaj komentarz