Kamila Pawelska

Dowody na istnienie Gai druga część 3-go rozdziału Animate Earth

Ist­nie­je dobry, nauko­wy dowód na to, że Zie­mia rze­czy­wi­ście posia­da nie­zwy­kłą zdol­no­ść do utrzy­my­wa­nia warun­ków odpo­wied­ni­ch dla Życia, mimo wie­lu zarów­no zewnętrz­ny­ch, jak i wewnętrz­ny­ch sił, któ­re z łatwo­ścią mogły­by je znisz­czyć w trak­cie 4,6 miliar­da lat histo­rii naszej pla­ne­ty.
 Przyj­rzyj­my się wykre­so­wi na rysun­ku 4. — wyni­ka z nie­go, że śred­nia tem­pe­ra­tu­ra Gai nigdy nie była zbyt wyso­ka ani zbyt niska dla życia, mimo nie­kie­dy cie­plej­szy­ch i chłod­niej­szy­ch okre­sów. Ten sto­sun­ko­wo rów­no­mier­ny roz­kład tem­pe­ra­tur na Zie­mi zada­je nam poważ­ną nauko­wą zagad­kę, dla­te­go że skąd­inąd wie­my, iż Słoń­ce (nasze pod­sta­wo­we źró­dło ener­gii) ewo­lu­owa­ło i zmie­nia­ło się w cią­gu życia Gai.


Rysu­nek 4.: Zmia­ny tem­pe­ra­tu­ry Gai na prze­strze­ni epok geo­lo­gicz­ny­ch. (Zaczerp­nię­to z: K.C. Con­die and R. E. Slo­an, Ori­gin and Evo­lu­tion of Ear­th: Prin­ci­ples of Histo­ri­cal Geo­lo­gy, Prentice-Hall,1998) Czy­taj dalej

Od hipotezy do teorii Gai Prekursorzy… Lovelock, Golding, Margulis oraz krytycy… — początek 3-go rozdziału Animate Earth

James Love­lock nie był pierw­szym naukow­cem mówią­cym o żyją­cej Zie­mi. James Hut­ton (1726–1797), jeden z ojców nowo­cze­snej geo­lo­gii, odkrył cyklicz­ną natu­rę pro­ce­sów geo­lo­gicz­ny­ch, a jego uwa­gę zwró­cił tak­że bar­dzo sędzi­wy wiek Zie­mi. Hut­ton uwa­ża­ny jest za pierw­sze­go bada­cza, któ­ry uznał Zie­mię za super­or­ga­ni­zm — a ten powi­nien być bada­ny z punk­tu widze­nia fizjo­lo­gii. Z kolei Lamarck (1744–1829) twier­dził, że sens ist­nie­nia żywy­ch orga­ni­zmów moż­na zro­zu­mieć jedy­nie wte­dy, gdy postrze­ga­ne są jako ele­ment więk­szej cało­ści.
 Roman­ty­cy, włą­cza­jąc w to Goethe­go, pre­zen­to­wa­li bar­dzo zbli­żo­ne poglą­dy. Hum­boldt (1769–1859) pod­kre­ślał jed­no­ść w natu­rze, a na potrze­by swo­ich holi­stycz­ny­ch badań nad Zie­mią wpro­wa­dził ter­min “geo­gno­za”.
 Hum­boldt postrze­gał Zie­mię jako więk­szą cało­ść i mówił o kli­ma­cie jako jed­no­czą­cej, glo­bal­nej sile. Pisał tak­że o koewo­lu­cji życia, kli­ma­tu i sko­ru­py ziem­skiej.

W 1875 roku Edu­ard Suess opu­bli­ko­wał książ­kę The Face of the Ear­th, któ­rej boha­te­rem był kosmicz­ny podróż­nik odkry­wa­ją­cy powierzch­nię naszej pla­ne­ty. Suess mówił o “jed­no­ści całe­go życia” i widział Zie­mię jako zbiór kon­cen­trycz­ny­ch war­stw — litos­fe­ry, hydros­fe­ry, bios­fe­ry i atmos­fe­ry. Jego idee nie odbi­ły się jed­nak szer­szym echem — aż do cza­su, gdy rosyj­ski nauko­wiec Vla­di­mir Ver­nad­sky (1863–1945) użył poję­cia bios­fe­ry do opi­su teo­rii koewo­lu­cji życia ze śro­do­wi­skiem nie­oży­wio­nym.
 Jako chło­piec Ver­nad­sky był pod sil­nym wpły­wem swe­go wuja, filo­zo­fa Yevgra­fa Mak­sy­mo­wi­cza Koro­len­ko, któ­ry twier­dził, że Zie­mia jest żywym orga­ni­zmem. To być może dopro­wa­dzi­ło Ver­nad­sky­ego do postrze­ga­nia życia jako “siły geo­lo­gicz­nej”, któ­ra jest zdol­na do poru­sza­nia mate­rii w spo­sób, jaki sama geo­lo­gia nie była­by w sta­nie. Dla Ver­nad­sky­ego pta­ki były lata­ją­cy­mi prze­kaź­ni­ka­mi fos­fo­ru i inny­ch pier­wiast­ków che­micz­ny­ch, w ten sam spo­sób ludz­ka tech­no­lo­gia — rozu­mia­na jako czę­ść natu­ry — zwięk­sza prze­pływ mate­rii i pier­wiast­ków poprzez struk­tu­ry Zie­mi.

Według Ver­dan­sky­ego naj­więk­szy wpływ na struk­tu­rę che­micz­ną i geo­lo­gicz­ną pla­ne­ty mają naj­mniej­sze żywe isto­ty — bak­te­rie. Drob­no­ustro­je oddzia­łu­ją na zmia­ny w sko­ru­pie ziem­skiej, jed­nak­że — cytu­jąc sło­wa pisar­ki Con­nie Bar­low — “tyl­ko isto­ty wie­lo­ko­mór­ko­we są w sta­nie poru­szyć mate­rię w spo­sób, do któ­re­go wia­tr i woda nie są zdol­ne”. Ver­nad­sky nie twier­dził, że ​​Zie­mia mogła­by regu­lo­wać się samo­ist­nie. Ukuł nato­mia­st ter­min “bio­ge­oche­mia”, a jego idee dopro­wa­dzi­ły do rosyj­skiej kon­cep­cji eko­sys­te­mu zna­ne­go jako bio­ge­oce­no­za. Mimo wszyst­ko to jed­nak Love­lock był pierw­szym bada­czem, któ­ry wypro­wa­dził ideę samo­re­gu­lu­ją­cej się Zie­mi dale­ko poza wstęp­ne roz­wa­ża­nia jego poprzed­ni­ków i stał się pierw­szym naukow­cem piszą­cym pra­ce na temat Gai. Czy­taj dalej

Kamila Pawelska

Natu­rą inte­re­su­ję się od zawsze, a per­ma­kul­tu­rą kon­kret­niej od trzech lat, od kie­dy z Wro­cła­wia wypro­wa­dzi­łam się na wieś.
 W swo­im sie­dli­sku two­rzę ogród sta­ra­jąc się aby nie szko­dzić zie­mi a uczyć się od niej.
 Zre­zy­gno­wa­łam z prze­ko­py­wa­nia gle­by. Warzy­wa upra­wiam na pod­nie­sio­ny­ch grzę­da­ch sto­su­jąc zasa­dy dobre­go sąsiedz­twa.
 Nie uży­wam środ­ków ochro­ny roślin ani nawo­zów sztucz­ny­ch. Dużo eks­pe­ry­men­tu­ję np. z hodow­lą grzy­bów, daw­ny­mi odmia­na­mi warzyw, nie­co­dzien­ny­mi spo­so­ba­mi upraw.
 Wie­dzy szu­kam w sie­ci, książ­ka­ch i od ludzi, któ­rzy mają podob­ne pasje. Dużą inspi­ra­cją są dla mnie podró­że.
Inte­re­su­je mnie samo­dziel­ne wytwa­rza­nie żyw­no­ści a ogród sta­no­wi naj­lep­sze źró­dło natu­ral­ne­go poży­wie­nia, któ­re jest w zasię­gu ręki.
 Z wykształ­ce­nia jestem mikro­bio­lo­giem żyw­no­ści, co czę­sto poma­ga przy prze­twa­rza­niu pro­duk­tów.
 Swo­ją pasją do się­ga­nia po to co natu­ral­ne sta­ram się zara­zić rodzinę,przyjaciół i zna­jo­my­ch orga­ni­zu­jąc np. warsz­ta­ty kisze­nia kapu­sty czy pro­duk­cji soku.

Ogród permakulturowy w Brzezinkach Kamila Pawelska

PERMAKULTUROWY EKSPERYMENT
Ogród w Brze­zin­ka­ch pod Wro­cła­wiem powsta­je na dział­ce, któ­ra nie­gdyś była łąką. Nie prze­ko­pu­je­my zie­mi. Posta­wi­li­śmy na grzę­dy pod­nie­sio­ne.
— Powsta­ło już 9 grząd z desek w for­mie man­da­li.
— Grząd­ka zio­ło­wa i kil­ka mniej­szy­ch grzą­dek w sta­ry­ch skrzy­nia­ch i nad­staw­ka­ch pale­to­wy­ch
— Mały sad
— Domek dla owa­dów z zie­lo­nym dachem i poidłem
— Kom­po­stow­nik
— Domek narzę­dzio­wy z sys­te­mem zbie­ra­ją­cym desz­czów­kę
Czę­ść tere­nu prze­zna­czy­łam na dzi­ką łąkę gdzie tra­wa nie jest koszo­na. Łąka ta jest sie­dli­skiem dla drob­ny­ch zwie­rząt i owa­dów.
Przy budo­wie grzą­dek i dom­ku dla owa­dów sta­ra­łam się wyko­rzy­stać mate­ria­ły z recy­klin­gu jak sta­re pale­ty, skrzy­nie drew­nia­ne, deski, sta­rą sło­mę a nawet koło od rowe­ru.
W przy­szłym roku pla­nu­je­my powięk­szyć ogród o kur­nik dla kil­ku kur i kaczek – potrzeb­na pomoc przy śli­ma­ka­ch a kurzy nawóz rów­nież bar­dzo się przy­da, nie wspo­mi­na­jąc o jaj­ka­ch ;)
W pla­na­ch jest tak­że jagod­nik i grzę­dy z kwia­ta­mi i zio­ła­mi dla zapy­la­czy.
Ogród słu­ży nam jako źró­dło wła­snej, zdro­wej żyw­no­ści, miej­sce roz­wo­ju, zaba­wy, edu­ka­cji i relak­su a tak­że miej­sce gdzie uty­li­zu­je­my zie­lo­ne odpa­dy z gospo­dar­stwa domo­we­go.

Stro­na Fb: Rebel Gar­de­ner

Mądrość i cuda świata roślin Jane Goodall

goodall-madrosc-roslinMądro­ść i cuda świa­ta roślin
Jane Goodall
Mar­gi­ne­sy

Jane Goodall zmie­ni­ła nasze rozu­mie­nie naczel­ny­ch i nas samy­ch, a nową książ­ką udo­wad­nia, że jej głę­bo­ka miło­ść do natu­ry obej­mu­je tak­że kró­le­stwo roślin.
 Przy­glą­da się naszej zależ­no­ści od roślin jako poży­wie­nia, lekar­stw dla cia­ła i ducha i jako pomoc­ni­ków przy napra­wia­niu szkód, któ­re wyrzą­dzi­li­śmy przy­ro­dzie.
 Pisze o par­ty­zant­ce ogrod­ni­czej, GMO, giną­cy­ch gatun­ka­ch i o rośli­na­ch, któ­re leczą, oraz o tych, któ­re zabi­ja­ją. Opo­wia­da o nowy­ch bada­nia­ch nad komu­ni­ka­cją roślin mię­dzy sobą i o tym, że pew­ne nasio­na, uśpio­ne przez tysią­ce lat, mogą wykieł­ko­wać, jeśli znaj­dą się w odpo­wied­ni­ch warun­ka­ch. Z per­spek­ty­wy odkryw­cy, naukow­ca, a zara­zem kogoś ducho­wo zestro­jo­ne­go z przy­ro­dą, Jane Goodall przed­sta­wia zdu­mie­wa­ją­cą i poucza­ją­cą opo­wie­ść o cuda­ch kró­le­stwa roślin

Wild Fermentation Sandor Ellix Katz

wild_fermentationWild Fer­men­ta­tion
San­dor Ellix Katz
amazon.com

Nie ma kul­tu­ry bez kul­tur bak­te­rii. Tak twier­dzi San­dor Ellix Katz autor książ­ki Wild Fer­men­ta­tion i zapra­sza do magicz­ne­go, tęt­nią­ce­go życiem świa­ta fer­men­ta­cji.
 Co mają ze sobą wspól­ne­go piwo, żurek, par­me­zan, jogurt,chleb, sala­mi czy ocet? Jak w pro­sty spo­sób prze­two­rzyć plo­ny z ogro­du w pysz­ne i zdro­we kiszon­ki bez skom­pli­ko­wa­nej apa­ra­tu­ry, tyl­ko za pomo­cą sprzę­tu, któ­ry każ­dy ma w kuch­ni — o tym oraz jak współ­pra­co­wać z mikro­or­ga­ni­zma­mi i nie bać się ich w naszej ste­ryl­nej cywi­li­za­cji jest ta książ­ka.
 Napi­sa­na z humo­rem, bar­dzo przy­stęp­nie. Sku­tecz­nie prze­ko­nu­je do tego aby­śmy sami wytwa­rza­li swo­ją żyw­no­ść na prze­kór stan­da­ry­za­cji, homo­ge­ni­za­cji i maso­wej pro­duk­cji.